Bułki

Opowieść o pewnych złodziejach ;-P

Jako, że nie chcę mi się uczyć na jutrzejsze kolokwium z mikroekonomii, postanowiłem zrobić pierwszy wpis do kroniki. Choć opiera się on na jednym wydarzeniu to obejmuje w zasadzie całe 3 lata. Kto zna naszą klasę ten wie, że wśród nas jest wielu złodziei bułko- i kanapkożerców. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy zanim się obejrzysz Twoje jedzenie skrupulatnie przygotowane w domu na cały dzień zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach. Nawet teraz przypomina mi się filmik, kiedy to podczas przerwy przed podstawami przedsiębiorczości działając w grupie zorganizowanej Gosia K. oraz Kasia A. zagadały mnie, podczas gdy Marcin Sz. wykradł z mojej torby bułkę świeżą, z masłem serem, szynką i pomidorem (+przyprawy). Na koniec jeszcze wszamał ją przed moimi oczami z ironicznym uśmiechem. To wszystko oczywiście zostało uwiecznione filmem przez aparat. Mając dowód zastanawiam się nawet czy nie złożyć doniesienia do prokuratury podejrzenia o popełnieniu przestępstwa.
Takie akcje nie były rzadkością. Ale jedna z nich utkwiła mi w pamięci najbardziej, gdyż była najbardziej wyrafinowana, trwała najdłużej i przeprowadzona została brawurowo i w iście zabawny sposób. Otóż pewnego dnia sięgając do torby na lekcji języka polskiego w celu wygrzebania stamtąd zeszytu znalazłem jakąś bułkę. I z pewnością nie była to moja bułka! Wyróżniała ją bowiem obecność czerwonej papryki wśród składników. Była to sprawa dziwna, bowiem będąc przyzwyczajonym do zaginięć, porwań i żądania okupu w zamian za drugie śniadanie, nie spodziewałem się kiedykolwiek dostąpić takiej łaskawości z czyjejś strony. Obawiając się próby otrucia, odstąpiłem bułkę Michałowi - ten jednak zjadł ją bez jakichkolwiek oznak chorobowych. I wszystko na tym by się skończyło...
Ale to byłoby zbyt proste. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Tym razem jednak uraczyłem się prezentem bez obaw z nieukrywanym zadowoleniem. Dręczyło mnie jednak dziwne przeczucie, że coś tu nie gra. Uczuciu temu towarzyszyła także chęć poznania tajemniczego darczyńcy. Również trzeciego dnia skonsumowałem ofiarowaną bułkę, ale jak się potem okazało była to już ostatnia bułka jaką miałem zaszczyt otrzymać.
Czwartego dnia ze smutkiem odkryłem, że skończył się czas miłosierdzia. Miała miejsce rzecz niespotykana! W plecaku nie znalazłem dodatkowej bułki. Mało tego - zniknęła również moja prywatna, osobista bułka!!! A w jej miejsce pojawił się list, napisany drukiem maszynowym na brązowym papierze pakunkowym, mówiący: "Przez trzy dni my karmiłyśmy Ciebie, teraz Ty nakarm nas."
Kilka dni później pojawił się następny (do dzisiaj trzymam go na pamiątkę), o takiej treści:

Nadszedł czas na ujawnienie. Mamy nadzieję, że nam wybaczysz i że kanapki były smaczne. W ramach ewentualnych przeprosin (bo uważamy, że było wesoło i śmiesznie i nie ma za co rzepraszać, ale na wszelki wypadek) dołączamy równie smaczne jajka. Taki akcent miłosierno-wielkanocny.
Pamiętaj o nas

Gosiakowo we własnej osobie
Kasieńka
:-)


Pamiętam kochane koleżanki. Trzymam tę kartkę na pamiątkę. Zawsze będę pamiętał :-)

Data: 26.03.07r. 20:08
Autor: Pinol