p. Karina Łępicka

wychowawca, matematyk

Postać, od której należy zacząć, to pani profesor Karina Łępicka - niestrudzony wychowawca stada dzikich zwierząt w Fryczowskiej puszczy. Inicjatorka wszelakich wycieczek, zawsze chętna by pomóc coś załatwić, ale kiedy trzeba potrafi się zezłościć.

Prof. Łępicka jest odwiedzana przez liczne delegacje naszej klasy (z racji częstowania rozmaitymi ciastkami i ciasteczkami :-) ) po dzień dzisiejszy.

p. Joanna Kondys

fizyk

"No to kapa!":-) Jako, że jesteśmy mat-fiz'em na drugim miejscu pojawia się pani profesor Kondys. Ze statystyką 72 ocen niedostatecznych na półrocze jest postrachem dla leni i nieuków (znam to z autopsji). Używając różnych metod - począwszy od 20-centymetrowych kostek do gry, przez "beczułki", na wskazywaniu palcem kończywszy - zmuszała do nadludzkiego wysiłku intelektualnego całą klasę. Dzięki zbiorom zadań Mendla i Gmyrka wyhodowała niejednego olimpijczyka (który ze sprawdzianu i tak dostawał kapę)

Pani prof. Kondys przez pewnien czas była także naszą wychowawczynią, w zastępstwie za prof. Łępicką. Był to czas notorycznego spóźniania się na lekcje i całkowitego zniesienia wymogu usprawiedliwień.

Przekupna dzięki "kulkom czekoladowym"

p. Zofia Ryszka (Jakubowska)

polonista

"Czy ktoś chcę n-kę, bo robię kartkówkę.. Podmiot liryczny stara się.." Choć zawsze trzymała nas w ryzach, potrafiła także rozbawić swoim lirycznym poczuciem humoru. Polonistka z powołania. Od czasu do czasu ujawniała swoje skromne marzenia, by kiedyś jakiś mężczyzna napadł ją w mroku jednej z uliczek Rybnika (choć przypuszczam, że to nieaktualne, odkąd pani profesor zmieniła nazwisko na owiane złą sławą: Jakubowska).

Podobno można ją przekupić migdałami (choć nam się nigdy nie udało, mielone nie działają :-( ).

BONUS: Hasełka

prof. Krystian Tomiczek

PO

Hehehe... :-)







p. Agnieszka Dudek (Pomykoł)

Biolog

AniaAch te ambicje... Jako pierwsza klasa nowej nauczycielki zetknęliśmy się z niewyobrażalną liczbą pojęć, chorób, związków i innych rzeczy, których wogóle nie pamiętam. (Może się wyrobi...?) Chyba nie potrafiła się pogodzić z faktem, że nie byliśmy biol-chemem. Niestety, nie każdy interesuje się biologią i nie koniecznie chce zdawać z tego maturę, a przygotowanie wszystkich na wszelki wypadek nie było najlepszym rozwiązaniem.

Pinol"Rozumicie?" Profesor Agnieszka Dudek podjęła się trudu przygotowania rzeszy uczniów z naszej klasy do matury z biologii, z wymiernym skutkiem (do dziś nie może mi darować, że poszedłem na AE zamiast na biotechnologię)
Gosia: ekhm. "rzeszy". Może trzeciej? Faktycznie fascynująco dużo Was było zdających z tej bioli. Ale jedno trzeba przyznać: przygotowała Was porządnie.

p. Aleksandra Marciniak

Historyk

ANIA Mimo że historia była jedną z ostatnich rzeczy jakie robił mat-fiz a także żartu prof. Marciniak, który dla mnie po dwóch latach trochę się znudził, uważam ją za jedną z najlepszych nauczycielek w całej szkole. Zresztą odczucie poparte mocnymi faktami: studenci Jagiellonki, olimpijczycy, itd.. oczywiście nie z naszej klasy. Urodzona nauczycielka, nie trzeba było się zmuszać żeby jej słuchać. Jej opowieści i rozluźniające wstawki o seksie sprawiały, że nawet najbardziej oporni czasem się zainteresowali.

PINOLHipo Jeden z lepszych historyków w naszej szkole (heh bo tak naprawdę nie ma ich wielu). Opiekuje się również olimpijczykami z wiedzy o Unii Europejskiej itd., a także prowadzi Debaty Oksfordzkie. Podjęła się trudu przygotowywania Guru i Blubera do matury (choć uważała ich wybór za kretyński). Zachęcała do nauki historii poprzez sprowadzanie charakterystyk postaci historycznych do tego, że byli homoseksualistami, alkoholikami, bądź byli psychicznie chorzy. Do dziś wierzy, że Adaś to UFO.

BONUS: Hasełka

p. Maria Dziedzic

j. francuski

Tres bien! Oui, c'est ca! :) Madame Dziedzic uczyła nas języka francuskiego przez 3 lata. Podchodziła do tej misji raczej bezstresowo..;) W pierwszej i drugiej klasie byliśmy podzieleni nagrupy wg płci i dzięki temu lekcje języka francuskiego z dziewczynami czasem zamieniały się w dyskusje o tzw. "babskich sprawach" :D Poza tym p. Dziedzic zawsze bardzo interesująco opowiadała o wymianach do Francji; swymi opowieściami zachęciła gros naszej klasy do wyjazdu w ostatniej klasie do Francji. I muszę się Wam przyznać, że dialogiem, który chyba najlepiej pamiętam z lekcji jest ten w restauracji i hasło "Je voudrais une biere" ;)

p. Stefania Duerschlag

straszny j. angielski

Mimo, iż uczyła języka angielskiego w pierwszej grupie, gdzie należały jedynie 3 osoby z naszej klasy (Guru, Szymon i ja), muszę o niej wspomnieć. P. Duerschlag reprezentuje mój ulubiony typ nauczyciela. Przykręca śrubę, wymaga, i nie obchodzą jej imieniny cioci poprzedniego dnia. Ni ma że boli. U niej po prostu trzeba umieć, jak nie, to kapa. Ludzie z małoodporną psychą mogli mieć u niej ciężko.
Nie wiem, jakie wyobrażenie o p.Duerschlag ma nasza klasa, ale chyba potworne (opowieści Guru, nasza dzika i nieograniczona radość na wieść, że nie ma angielskiego..). Fakt faktem, że trochę adrenalinki od czasu do czasu to jest to ;)(Przynajmniej wg mnie). Do historii przeszło już powiedzonko "za późno". Dręczyła nas spiczami na bezsensowne tematy, tak nas w tym wyćwiczyła, że potrafimy z biegu wymyśleć np. plusy i minusy używania szarego mydła. Najbardziej strasznymi i mrożącymi krew w żyłach pomysłami p. Duerschlag było kręcenie filmów angielskich ;) i sprawdziany z treści wspaniałej gazety "Current".

p. Kornelia Kłos

geografia

PINOL: Prof. o wdzięcznym (dźwięcznym) imieniu Kornelia. Prof. Kłos jeszcze pod nazwiskiem
Huczała uczyła w Hanie moich rodziców. Oni twierdzą, że już wtedy była stara :P. Moim zdaniem, p. Kłos powinna pracować w National Geographic a nie w szkole. Jej opowieści o podróżach po wszystkich kontynentach naszego globu zapierały dech w piersiach. Jej słowa sprawiały, że jak zdjęcia w głowach jawił się obraz Wielkiego Kanionu.Mimo swojego wieku miała sokole oko - dostrzegała najmniejszą ściągę schowaną pod ławkąna końcu sali. Jednak dopiero po 10 znalezionej ściądze zabierała kartkę z kapą. Klasy, z którymi była na wycieczkach narzekały na jej okrutne tempo... Heh, niezniszczalna kobieta! Do dziś pamiętam jej niektóre ironiczne hasełka i pomyłki:
Na stojąco się nie grzebie..
Z innymi klasami już uprawiam
Tam gdzie jest najwięcej ludzi, tam jest najwięcej świń ( o Chinach)

p. Janina Kozieł

podstawy przedsiębiorczości

Z Panią Kozieł jako nauczycielką zetknęliśmy się dopiero w trzeciej klasie na lekcjach podstaw przedsiębiorczości.
Teraz to dopiero możemy się nazywać przedsiębiorczymi ludźmi ;)Jako że Pani Kozieł oprócz uczenia PP zajmowała się innymi równie ważnymi sprawami jako wice dyrektor do spraw II LO (strach się bać co to za sprawy!), czasami wypadały nam lekcje (czego oczywiście bardzo żałowaliśmy). Najgorszebyły przerwy między dwoma lekcjami podstaw przedsiębiorczości, dochodziło wtedy do kradzieży bułek Pinola i ich zeżerania, czy tańców w rękawiczkach do techno mjuzik lecącego z radiowęzła (Dj Aligator i DAWAJ DAWAJ!).